Blog

Wielojęzyczna strona internetowa – jak ją zaplanować i wdrożyć?

Autor: Adrian Majchrzak

Opublikowano:

Zaktualizowano:

Wielojęzyczna strona internetowa to serwis z treściami w kilku językach, który działa na nowych rynkach wtedy, gdy każda wersja ma własny adres połączony znacznikami hreflang, ktoś odpowiada za jej aktualizację, a tłumaczenia z AI, zwłaszcza ofertę i regulaminy, przed publikacją sprawdza człowiek.

Strona w wielu językach i typowe błędy: za długi niemiecki napis na przycisku, odrzucony numer +43 i wersja /pl/ w google.de Projekt wielojęzycznej strony językowej zwykle zaczyna się od jednego zdania na spotkaniu w stylu: „to dodajmy jeszcze wersję angielską”. Kilka tygodni później przetłumaczone teksty nie mieszczą się w przyciskach, formularz odrzuca zagraniczne numery telefonów, a Google dalej pokazuje tylko polską stronę. Wielojęzyczna strona internetowa to serwis z treściami w więcej niż jednym języku. Jej powodzenie zależy od decyzji podjętych, zanim ktokolwiek zacznie tłumaczyć: osobny adres dla każdej wersji językowej, żeby Google pokazywał ją właściwym osobom; CMS, w którym każdy rynek ma własne ceny, kontakty i promocje; projekt z zapasem na dłuższe teksty i pismo od prawej do lewej.

Kiedy firmie opłaca się wielojęzyczna strona (a kiedy jeszcze nie)

Wtedy, gdy masz za granicą klientów, a w firmie ludzi, którzy obsłużą ich w ich języku. Według badania CSA Research z 2020 roku (8709 osób z 29 krajów):

  • 76% kupujących woli opisy produktów we własnym języku;
  • 40% w ogóle nie kupuje na stronach w obcym języku;
  • 66% wybierze jednak tańszy produkt bez tłumaczenia, a 69% zaufa znanej globalnej marce.

CSA Research, 2020: 76% woli opisy we własnym języku, a 66% wybierze tańszy produkt bez tłumaczenia. Język pomaga, ale nie zawsze wygrywa Zacznij więc od miejsc, w których klient decyduje, czy Ci zaufa, czyli od oferty, koszyka, kontaktu i dokumentów. Na nową wersję jest dobry moment, gdy:

  • widzisz w analityce ruch lub zapytania z konkretnego kraju;
  • Twój sklep internetowy ma już sprzedaż zagraniczną, choć działa tylko po polsku;
  • przetarg albo przepisy wymagają treści w lokalnym języku.

Tak naprawdę zazwyczaj lepiej poczekać, jeśli nikt nie odpisze klientowi w tym języku i nikt nie zaktualizuje tej wersji za pół roku.

Tłumaczenie, lokalizacja, internacjonalizacja – jaka jest różnica?

Te słowa padają zamiennie, choć w wycenie prac na wielojęzycznych serwisach oznaczają inną pracę:

  • tłumaczenie – przekładasz teksty;
  • lokalizacja stron www – dopasowujesz stronę do rynku: waluty, daty, zdjęcia, przykłady, przepisy i kanały kontaktu;
  • internacjonalizacja (i18n) – przygotowujesz stronę technicznie, żeby w ogóle dało się dodawać kolejne języki.

Najwięcej w budżecie waży ta ostatnia. Zaplanowana na starcie jest najtańsza, natomiast dokładana do gotowej strony potrafi skończyć się nawet migracją cms. Góra lodowa: tłumaczenie tekstów to tylko wierzch, pod nim lokalizacja i internacjonalizacja (i18n), która najwięcej waży w budżecie Warto znać jeszcze jedno rozróżnienie z wytycznych Google dla stron wielojęzycznych: strona może obsługiwać kilka języków albo kilka krajów. Niemiecki dla Niemiec i Austrii to jeden język i dwa rynki, które mogą mieć inne ceny czy dane kontaktowe; lokalizacja stron internetowych musi to uwzględnić.

Architektura wielojęzycznej strony internetowej

Trzy struktury adresów wersji językowych: domena firma.de, subdomena de.firma.com i katalog firma.com/de/. Wybór trzeba podjąć przed startem Każda wersja językowa potrzebuje własnego adresu. Jeśli język zmienia się „w locie” pod jednym adresem, np. według ustawień przeglądarki, Google zobaczy tylko jedną wersję. Adres możesz zbudować na trzy sposoby:

Rozwiązanie Przykład Wybierz, jeśli...
Domena regionalna firma.de Zaczynasz ekspansję i chcesz prowadzić wszystko w jednym CMS-ie. Nowe wersje korzystają wtedy z pozycji, którą domena główna już ma w Google.
Subdomena de.firma.com Na danym rynku działa lokalny zespół z własnym budżetem na treści i SEO.
Katalog firma.com/de/ Rynek musi działać na osobnym systemie, np. z powodu lokalnych integracji.

Najważniejsze jednak, żeby zdecydować o tym przed startem. Strukturę adresów trudno zmienić później, bo każda zmiana oznacza przekierowania i czekanie, aż Google je przetworzy.

Jak działa Hreflang

Hreflang to oznaczenie w kodzie strony, które mówi Google, że kilka adresów to ta sama treść w różnych wersjach językowych lub regionalnych. Samo w sobie nie podnosi pozycji w wynikach. Sprawia za to, że gdy Twoja strona się wyświetla, Google pokazuje wersję dopasowaną do języka i kraju osoby, która szuka. Hreflang de-DE i de-AT kieruje klienta z Niemiec na firma.com/de-de/, a z Wiednia na firma.com/de-at/. Sam nie podnosi pozycji w Google Najwięcej daje przy wersjach w tym samym języku. Strony dla Niemiec i Austrii mogą różnić się tylko cenami i kontaktem, więc bez hreflang Google może pokazywać obu krajom jedną z nich. Klient z Wiednia zobaczy wtedy niemieckie ceny i niemiecki numer telefonu. Żeby hreflang działał, pilnuj poniższych standardów:

  • każda wersja wskazuje wszystkie pozostałe i samą siebie – jeśli powiązanie działa tylko w jedną stronę, Google je ignoruje;
  • oznaczenia są na każdej podstronie – oferta wskazuje ofertę w innych językach, bez odsyłania do strony głównej;
  • kody są poprawne – język obowiązkowo, kraj opcjonalnie, np. „de-AT”; częsty błąd to „en-UK” zamiast „en-GB”;
  • x-default wskazuje wersję zapasową dla osób, do których nie pasuje żadna wersja;
  • przekierowania według kraju są wyłączone – robot Google łączy się głównie z adresów w USA, więc mógłby nie zobaczyć pozostałych wersji.

Po starcie nowej wersji przepuść serwis przez narzędzie do audytu SEO. Wyłapie brakujące powiązania, złe kody i adresy z błędami.

Jak dobrze AI tłumaczy strony?

Z naszego doświadczenia w setkach projektów, jedno możemy powiedzieć na pewno – AI tłumaczy szybko… ale potrafi też:

  • dopisać obietnicę, której nie ma w oryginale
  • pomylić branżowe słownictwo
  • zmienić sens zapisu w regulaminie

I tak dalej, i tak dalej.  Hipotetyczne błędy tłumaczenia AI: dopisana gwarancja dostawy, pomylony termin kaucji i zmieniony sens prawa do odstąpienia od umowy Czy zatem warto tłumaczyć stronę internetową z AI? Cóż, można, ale dla bezpieczeństwa należałoby dodać do procesu kilka punktów kontrolnych.  Sztuczna inteligencja zrobi wtedy żmudną część pracy, a Ty zachowasz kontrolę nad tym, co trafia do klientów:

  1. Przygotuj słownik marki – nazwy produktów, zwroty, których nie tłumaczysz, i ustalone odpowiedniki terminów branżowych.
  2. Tłumacz z AI całymi sekcjami – razem ze słownikiem, żeby model widział kontekst.
  3. Porównaj wynik z wcześniejszymi tłumaczeniami – te same pojęcia powinny brzmieć tak samo na każdej podstronie.
  4. Daj tekst do przeglądu człowiekowi – przy opisach obrazków wystarczy kontrola wyrywkowa, ofertę i regulamin czyta tłumacz lub prawnik.
  5. Sprawdź stronę po wdrożeniu – czy teksty mieszczą się w przyciskach i czy działają formularze.
  6. Opublikuj i uzupełnij słownik – każda poprawka z przeglądu ułatwi kolejne tłumaczenia.

A jak to się ma do SEO? W zasadach Google dotyczących generowanych treści automatyzacja, także z AI, jest spamem wtedy, gdy służy głównie manipulowaniu wynikami wyszukiwania. Generalnie liczy się to, czy tekst faktycznie pomaga czytelnikowi i odpowiada na jego zapytanie. Dlatego właśnie tak ważne jest sprawdzenie spójności ze słownikiem marki, a nie po prostu “wejście” na rynek przetłumaczeniem automatycznie wszystkiego co jest na stronie.

Najczęstsze ryzyka wielojęzycznej strony internetowej

Większość problemów zaczyna się po starcie. Zanim opublikujesz nową wersję, sprawdź, czy:

  • ktoś będzie ją aktualizował, bo porzucona wersja szkodzi bardziej niż jej brak;
  • każdy rynek ma osobę odpowiedzialną za treści;
  • hreflang obejmuje wszystkie wersje;
  • zamiast automatycznych przekierowań pokazujesz podpowiedź zmiany języka;
  • regulamin, polityka prywatności i zgody cookies przeszły przez ręce specjalisty;
  • w budżecie uwzględniono koszt utrzymania strony w każdym języku.

Najlepsze wtyczki WordPress do tłumaczeń strony

 

Wtyczka Wersja darmowa Płatna wersja od Na co uważać
WPML Brak 39 € rocznie, ze sklepem 99 € Najtańszy plan nie obsługuje WooCommerce.
Polylang Tak, tłumaczenie ręczne 99 € rocznie (Pro) WooCommerce to osobny dodatek.
TranslatePress Tak, jeden dodatkowy język 99 € rocznie Limit słów tłumaczonych przez AI.
Weglot Do 2 000 słów i 1 języka 15 € miesięcznie przy płatności rocznej Limit słów i języków w każdym planie.
GTranslate Tak, bez indeksowania w Google 12 USD miesięcznie Darmowa wersja tylko do użytku niekomercyjnego.

Wtyczki WordPress do tłumaczeń, które warto brać pod uwagę, to WPML, Polylang, TranslatePress, Weglot i GTranslate. Różnią się ceną i wygodą pracy, ale najwięcej zależy od tego, gdzie trzymają tłumaczenia:

  • w bazie WordPressa (WPML, Polylang, TranslatePress) – tłumaczenia zostają w Twojej bazie danych także po zakończeniu licencji;
  • na serwerach dostawcy (Weglot, płatny GTranslate) – start jest szybszy, za to wersje

Jaka jest najlepsza wtyczka do tłumaczeń WordPress?

Najprościej zacząć od pytania, kto będzie aktualizował wersje językowe i czy strona sprzedaje:

  • strona firmowa z dwoma, trzema językami, bez sklepu – Polylang, często w darmowej wersji;
  • sklep na WooCommerce typu Prywatny Kucharz albo serwis z wieloma typami treści – WPML w planie Multilingual CMS;
  • marketing tłumaczy sam i chce od razu widzieć efekt – TranslatePress;
  • szybki start bez programisty i stały budżet na abonament – Weglot;
  • wiele języków, mały budżet i treści, którym wystarczy kontrola wyrywkowa – płatny GTranslate.

Dobór wtyczki do tłumaczeń WordPress: Polylang, WPML, TranslatePress, Weglot lub GTranslate, zależnie od sklepu, budżetu i tego, kto tłumaczy Jeśli każdy rynek ma mieć własną domenę, zespół i integracje, sprawdź najpierw, czy technologiczny stack Twojej organizacji udźwignie taki układ; więcej na ten temat znajdziesz w naszym porównaniu WordPress czy dedykowany CMS.

Tagi:

Udostępnij: